<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Przestrogi i galaretka> 
<author_1=>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=5>
<date=1951-05-13>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
 Ratuj, Lucynko  powiedziaa Paulinka, wbiegajc do mieszkania koleanki  jestem dzi zaproszona na imieniny, a moja sukienka jeszcze nie gotowa. Poycz mi swojej!  Bardzo chtnie  powiedziaa Lucynka  ale w tej chwili musz dopilnowa placka, ktry wanie si dopieka.
I wprowadzia Paulink do kuchni, ktrej sympatyczny niead wyranie wskazywa na to, e w cigu ostatniej godziny, a moe i dwch, Lucynka oddawaa si z zapaem czynnociom kulinarnym.
 Zdaje si, e ju ma do  powiedziaa, wyjmujc z piecyka apetyczny kruchy placuszek, pokryty galaretk z rabarbaru.  Teraz powinien ostygn mwia, kadc placek na wolnym krzeseku przy kredensie.  A czyje to imieniny?  Zosi. Dwanacie osb. Twoja nowa sukienka jest jak wymarzona na t okazj. Pozwolisz mi przymierzy?  Naturalnie. Zaraz j zdejm  rzeka Lucynka, pocigajc za byskawiczny zamek u boku.  Zmiuj si, Lucynko!  zaamaa rce Paulinka  pieka placek w swojej najlepszej sukience?  Naturalnie. Bo nigdy nie wiadomo, co si moe zdarzy. A gdyby tak nagle zadzwoni do drzwi, powiedzmy, Duszyski?  Kto?  Duszyski, aktor.  Przecie go nie znasz.  Nie znam, ale mgby zadzwoni. Wszystko jest moliwe. I co wtedy? Duszyski wchodzi, a ja w fartuchu. Wyobraasz to sobie?  Doskonale sobie wyobraam. Nie byoby w tym nic zego. A czekajc w nowej sukience na wyimaginowanych goci, moga doszcztnie j zniszczy przy tych gospodarskich czynnociach.  Na razie nic jej si nie stao  rzeka Lucynka, pomagajc Paulince wcign przez gow modnie wsk sukienk.  Bardzo ci w niej do twarzy  mwia, podziwiajc swoj kreacj na figurze koleanki.  Owszem, sukienka jest adna, ale powinna si nauczy racjonalnie jej uywa  rzeka Paulinka i usiada, zabierajc si do duszej przemowy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>